sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 8

Proszę o komentowanie zawsze to milej;)


Weszliśmy wspólnie po schodach do starej kamienicy. Na ścianach klatki schodowej wymalowane sprayem były imiona współczesnych raperów oraz graffiti. Vicki wyciągnęła z torebki pęk kluczy, a następnie jednym sprawnym ruchem  otworzyła drzwi.
Znaleźliśmy się w małym dwupokojowym mieszkanku. Przeszliśmy do jej salonu, po prawej mogłem zobaczyć sypialnię i rozrzuconą pościel przez uchylone drzwi.
- Witaj w mojej norce Slash… - Powiedziała chichocząc pod nosem. Odwzajemniłem uśmiech i usiadłem na kanapie, którą mi wskazała. Wszystko w jej domu miało bardzo specyficzny zapach. Na początku nie mogłem go zidentyfikować, ale po chwili doszedłem do wniosku, że to po prostu piżmo wymieszane z wonią olejku różanego.
- Mała to twoje mieszkanko pachnie niesamowicie… romantycznie. – Powiedziałem po krótkiej chwili zastanowienia. Vicki niepewnie na mnie spojrzała i również usiadła obok mnie z dwoma szklankami miętowej lemoniady.
- Moja ciocia jest buddystką… w sensie ta od której dostałam to lokum, więc paliła bardzo dużo kadzidełek i dzięki temu wszystkie meble, kapy itd.  cały czas zachowują ten zapach.
- Ciekawe… - Zamyśliłem się obserwując dokładnie wystrój. Przypominało mi się stare Maroko kiedy jeszcze nie stało się tak komercyjne. Na ścianach wisiały zakurzone chusty podświetlone kolorowymi żarówkami.  Meble prawdopodobnie pochodziły jeszcze z lat 80- tych, były wykonane z dębu lub hebanu, bo ni chuja się na tym nie znałem. Ogólnie całość wyglądała jak by się zatrzymała w czasie.
- Bardzo mi się tu podoba Vick tylko trochę mi ciemno… - Sięgnąłem ręką do włącznika górnego światła, ale dziewczyna mnie powstrzymała.
- Nie możemy włączać tyle świateł ta jedna lampka na stole nam wystarczy inaczej rachunki na prąd mnie po prostu zjedzą. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak taka głupota jak prąd jest droga tutaj w LA. – Miała rację. Nie zdawałem sobie sprawy, że takie podstawowe rzeczy mogą być dla kogoś sporym wydatkiem. Dawno już zapomniałem o tak przyziemnych sprawach. To co mi powiedziała obudziło we mnie od razu instynkt opiekuńczy chciałem jaj pomóc. Dać jej te pieniądze żeby nie musiała się o nic martwić. Natychmiast sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem z portfela plik banknotów studolarowych i wcisnął jej je w dłonie. Oczy Vicki momentalnie się rozszerzyły i w tym samym momencie odepchnęła mój prezent z powrotem.
- Nie dawaj mi tego Slash to twoje pieniądze, ja ich wcale nie chce! – wrzasnęła jeszcze bardziej mnie odsuwając.
- Vick… bierz i nie marudź dla mnie to drobiazg, a wiem że tobie na prawdę się przydadzą.
- Daj spokój, potrafię o siebie zadbać. – W tej chili wywiązała się miedzy nami małą szarpanina. Próbowałem wymusić na niej by wzięła te kasę, a ona ciągle mnie odpychała wykrzykując nieskładne zdania.
W końcu niespodziewanie ustąpiła, a ja zaskoczony tym zachowaniem upadłem na nią przyciskając jej ciało swoim do sofki. Dziewczyna szybko oddychała, a ja mogłem doskonale poczuć każdą jej wypukłość pod sobą. Zobaczyłem w jej szklistych oczach tęsknotę, wtedy wiedziałem, że i ona tego chce. Nie wiele myśląc wpiłem się mocno w jej usta. Przeczesując palcami jej blond włosy. Vicki opuszkami palców badała moją skórę pod czarny t shirtem. Poniosłem ją do pozycji siedzącej i powoli zsunąłem z niej koszulkę. Lekko zawstydzona zakryła swoje piersi wciąż uwięzione w staniku własnymi ramionami. Ucałowałem jej dłonie powoli zabierając je z ich obecnego położenia.
- Nie wstydź się, jesteś piękna. – Zacząłem znów całować jej wargi by się uspokoiła i zrelaksowała.
- Slashie… czy ja też mogę to z ciebie zdjąć. – zapytała cicho pociągając wymownie na rąbek mojego
 t shirtu. Zaśmiałem się cicho.
- Nie ma problemu złotko… Możemy teraz robić co chcemy. – Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Już chciałem przejść do kolejnego etapu, gdy znów mnie powstrzymała.
- Slash..?
- Tak kochanie? – zupełnie nie wiedziałem o co jej chodzi.
- Bo… bo ja nigdy no wiesz… mówiłam ci już czego ja nigdy nie robiłam… - Nagle mnie olśniło i zamurowało jednocześnie. Slash myśl kiedy miałeś ostatni raz do czynienia z dziewicą. W szkole? Chyba tak… Szybko ocknąłem się z mojego transu.
- Nie bój się maleńka nic się złego nie stanie, jak coś ci się nie spodoba to od razu przestanę. Wiedziałem, że to było kretyńskie z mojej story zapewniać ją o tym, zdawałam sobie strawę, że są chwile, w których po prostu nie ma odwrotu, ale wiedziałem, że dzięki temu ona poczuje się lepiej i bezpieczniej.
                Przenieśliśmy się do jej sypialni gdzie paliła się również jedna lampka. Vicki chciała ją zgasić, ale tym razem to ja ją powstrzymałem.
- Nie wyłączajmy tego proszę… Chcę cię cały czas widzieć. – Szepnąłem całując jej szyję. Je twarz pokryła się gorącym rumieńcem, a potem już tylko poddaliśmy się namiętności.


środa, 10 lipca 2013

Rozdział 7



 Jest już kolejny.Tak wyszło, że przez tydzień nić nie dodałam... Wiadomo wakacje = znajomi ;)
Jakoś nie mam ostatnio lekkości pisania, posunę się nawet do stwierdzenia, że " ni ch** mi się chce klikać", ale wasze komentarze mnie motywują i nie zamierzam przestać pisać pomimo małych problemów.




Zaprowadziłem Vicki do stolika. Ze wszystkich stron otaczali nas elegancko ubrani ludzie, ale nie przejmowałem się tym byłem skupiony na osobie siedzącej naprzeciwko. Nie zdążyłem nawet się odezwać, kiedy podeszła do naszego stolika śliczna młoda kelnerka.
- Witajcie w Melisse ja nazywam się Zuza i dziś będę państwa obsługiwać. – Powiedziała z uśmiechem na ustach. – Tu są karty dań jak się zdecydujecie proszę mnie zawołać. – Po tych słowach brunetka oddaliła się od naszego stolika. Spajałem na onieśmieloną Vicki i zachęcająco ująłem jej dłoń.
Otworzyliśmy karty dań i zaczęliśmy je uważnie przeglądać.
- To jak, na co się zdecydowałaś? – Spróbowałem zagadać.
- Hmm myślę, że wybieram makaron z truflami…
- Brzmi pysznie to ja wezmę to samo. Napijesz się wina? Wiesz, ja prowadzę dzisiaj to nie mogę, ale jeśli masz na coś ochotę to śmiało. - Dziewczyna otworzyła kartę win, wybrała kieliszek czerwonego. Wiedziałem, że w stanach panuje takie prawo jak panuje, co do picia alkoholu, ale w końcu kto, jak kto, ale ja wiem że przepisy są po to by je łamać. Skinąłem na ciemnowłosą kelnerkę, która w kilka chwile odebrała nasze zamówienie. Na koniec oznajmiła, że wszystko będzie gotowe za 20 min i zniknęła z pola widzenia.
- No mała opowiedz mi coś więcej o sobie proszę, bo jestem bardzo ciekaw.
 – Więc Moim hobby jest muzyka. Pogrywam troszkę na gitarze. Wiadomo nie jestem jakąś wirtuozką, ale się staram. – Aż oczy mi się zaświeciły.
- O to super musisz mi kiedyś pokazać, co umiesz! – Przerwałem w połowie jej wypowiedzi.
- No mogę o ile obiecasz, że nie będziesz się ze mnie śmiał.
- Przysięgam kochanie. – Dziewczyna tylko się zarumieniła i wróciła do swojej wypowiedzi.
- Więc interesuję się muzyką umiem całkiem dobrze rysować, ale obecnie nie mam na to czasu, bo praca, przeprowadzka itd. Moim marzeniem było zostać lekarzem, ale tak wyszło, że Tomek – mój były mi zabronił, a ja głupia się posłuchałam. Teraz to już przeszłość i nawet nie żałuje, bo pewnie, gdybym teraz była na studiach to nigdy nie poznałabym ciebie Slash… To chyba tyle wszystkie moje zainteresowania. –Uśmiechnęła się ciepło. Odwzajemniłem jej gest.
- Widzę, że sporo nas łączy. – Powiedziałem szczerze. – Chciałabyś może zobaczyć jutro mój kameralny koncert w Whisky a go go. Gościnne zagra Izzy i Duff? – Vicki aż podskoczyła z radości na krześle.
- No jasne! To dla mnie jakby spełnienie marzeń z dzieciństwa. A wasza trójka to
„prawie Guns n Roses”. - Zaśmiałem się chóralnie na to ciekawe określenie, aż inni goście restauracji obejrzeli się w poszukiwaniu osoby, wydającej tak głośne dźwięki.
- Heh mała jesteś po prostu bezbłędna. – Wykrztusiłem ciągle chichocząc.
- Ale co ja takiego powiedziałam?! – Odburknęła udając oburzenie.
- Nic, nic kochanie. – Przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka z naszymi zamówieniami. Postawiła przede mną dodatkową szklankę wody której nie zamawiałem, nie miałem obiekcji, być może to był tutaj gratis. Zuza odeszła dwa kroki od naszego stołu, ale zawahała się i zawróciła. Spojrzałem na nią nie bardzo wiedząc, o co chodzi. Dziewczyna zarumieniła się patrząc mi w twarz.
- Ja wiem, że to nieprofesjonalne - powiedziała cicho, – ale czy mogłabym dostać od pana autograf Panie Hudson. – Oboje z Vicki byliśmy zdziwieni, po prostu nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy, ale z uśmiechem na twarzy podpisałem się w jej notesiku. Uradowana odeszła pokazać  mój podpis koleżance.
- Fajnie jest mieć fanki, co Slash…
- Wiesz… ona była akurat bardzo miła, ale nie zawsze jest tak dobrze. Czasem fani są napastliwi i nie rozumieją słowa nie, albo nie chcą słuchać, że jestem zmęczony i nie mam czasu.
- Wiesz, nie sądzę, że nabazgranie długopisem swojego imienia na kartce nawet jak jest się zmęczonym jest takie trudne…
- Uwierz mi… Po 30 latach kariery czasem masz dość nawet swojego imienia. – Dziewczyna zachichotała na to stwierdzenie. Resztę posiłku zjedliśmy w ciszy.
                Kiedy wsiadaliśmy do samochodu zapytałem ją gdzie mieszka. Podała mi adres znajdujący cię w tej gorszej części Sunset. Zdziwiłem się na początku, bo dawno tam nie byłem, ale w końcu stwierdziłem, że to norma, w końcu to młoda kobieta, która dopiero, co się tutaj przeprowadziła.
Gdy dotarliśmy na miejsce rozejrzałem się po okolicy przez szybę mojego auta. To, co nas otaczało nie wyglądało za ciekawie, rzekłbym nawet, że dosyć niebezpiecznie.
- Wiec to tutaj… - Zapadła niezręczna cisza. – Może wejdziesz na górę, co ty na to?
- Chętnie. – Odpowiedziałem szczerze. Nie chciałem się jeszcze z nią rozstawać.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 6

Tym razem jakiś dłuższy ten rozdział mi wyszedł, ale mam nadzieje że uda wam się przebrnąć do końca:) Na prawdę proszę o komentarze bo to ogromna motywacja. Miłego czytania:*


 Dzień 1 w LA
                Szedłem właśnie z Perlą i chłopakami na sk8 parku, bo London uparł się, że chce nauczyć się jeździć na deskorolce, a oczywiście jego młodszy braciszek jak usłyszał, że brat cos chce od razu to
 z papugował. Kupiliśmy im z Perlą po deskorolce i zestawie ochraniaczy, z czego byli bardzo zadowoleni. Jak na razie nikt mnie nie rozpoznał na ulicy dzięki czapce i lustrzanym okularom przeciwsłonecznym.
                Weszliśmy wspólnie na beton sk8 parku i oczy wszystkich deskorolkarzy zatrzymały się na naszej czwórce. Zauważyłem nawet jednego 18 letniego chłopaka w koszulce Guns N Roses jeszcze z moich czasów.
- Chyba wszyscy nas tu lubią, co nie Slash!? – Powiedziała głośno Perla widocznie rozbawiona tym, że wszyscy ludzie na plazie się na nas gapią. – Myślę, że oni chcą pomóc naszym synom nauczyć się jeździć na deskach. Prawda!? – Krzyknęła na koniec. Podchwyciłem jej dowcip i też dodałem.
- Myślę, że ten kolega w koszulce mojego byłego zespołu jest chętny i kompetentny by uczyć nasze dzieci. – 18-latek spojrzał się na mnie zaskoczony, ale z entuzjazmem podszedł do naszej rodziny.
- Cześć, Jack jestem. – Podał rękę najpierw mojej żonie, a później mnie i dodał. – Bardzo szanuję pana twórczość i miło mi w ogóle was poznać.
- Spoko młody mów mi Slash, ale teraz pokaż moim chłopcom jak się powinno jeździć.

Dzień 2 w LA
Pokłóciłem się znowu z Perlą, zresztą sam nie wiem, o co. Widać, że już nigdy nie będziemy tak zgodnym małżeństwem jak to było kiedyś i może przyjdzie nam się niestety wkrótce rozstać. Musieliśmy jednak na chwilę zagrzebać topór wojenny miedzy sobą, bo obiecaliśmy synom, że wspólnie wybierzemy się do Disney Landu. Po wejściu oświadczyłem, że muszę się od nich odłączyć i przemyśleć parę spraw. Perla z wkurzoną miną przytaknęła i zniknęła, z chłopakami z widoku. Umówiliśmy się pod bramą, o 20, aby wrócić wspólnie do domu.
Szedłem samotnie wesołymi uliczkami parku rozrywki mijając obecną młodzież zakochaną w jakimś durnym popie czy elektro, płaczące i śmiejące się dzieci a nawet zakochane pary. Wiedziałem, że nie zniosę dłużej związku z Perlą, ale też nie chciałem rozwodu, ale odsunąłem na razie od siebie te myśli.
Zobaczyłem stoisko z ogromnymi lizakami w kształcie myszki Micki i stwierdziłem, że pomimo długiej kolejki kupię Londonowi i Cashowi po jednym. Kiedy nadeszła moja kolej ciało domówiło mi posłuszeństwa. Nie wierzyłem w to, co wiedzę. Znajdowała się przede mną nie, kto inny jak Vicki. Ona też mnie rozpoznała i stała z rozchylonymi ustami, jednak szybko oprzytomniała.
- Witam, co dla Pana? -  Powiedziała drżącym głosem.
- Możemy porozmawiać?
- Za 5 minut kończę prace usiądź na ławce i poczekaj na mnie, dobrze? A teraz… Chce Pan coś kupić? – Znowu weszła w rolę wesołej sprzedawczyni. Poprosiłem o dwa największe lizaki, szybko zapłaciłem i usiadłem na wskazanej przez nią ławce. Serce łomotało mi w klatce piersiowej z podekscytowania. Chciałem lepiej poznać tę dziewczynę, dowiedzieć się coś o niej więcej niż to, że miała zjebane życie i głupiego chłopaka w Polsce.
                 Nie kazała mi długo na siebie czekać, bo po chwili już siedziała obok mnie. Chciałem ją od razu przytulić, może nawet pocałować, ale wiedziałem, że nie mogłem tego zrobić teraz.
- Jak to się stało, że my się spotykamy w takim miejscu??? Czemu nie mieszkasz dalej w Katowicach? – Wyrzucałem z siebie pytania jak z procy. Vicki uśmiechnęła się do mnie. Czyżby zalotnie?, a może to tylko źle zinterpretowałem.
- Musiałam uciec z Polski, bo mój były, z którego rąk mnie uratowałeś zaczął mnie prześladować. Włamywał się do mojego mieszkania w nocy itd. Najpierw mieszkałam przez kilka dni w Londynie, bo tam jest moja ciotka, ale nie mogłam tam zostać na długo, bo cioci mieszkanie było za małe. Za to miała puste lokum tutaj na przy Sunset, w którym pozwoliła mi zamieszkać. Tak, więc jestem teraz w LA i już chyba nie zmienię miejsca zamieszkania. Zresztą i tak nie mam na to pieniędzy.
- Siedziałem jak zahipnotyzowany wsłuchując się w jej historię. W końcu nie wytrzymałem i poderwałem ją z ławki mocno do siebie przytulając. Ona roześmiana odwzajemniła mój gest wplatając w moje włosy palce.
- Oj mała… Wiesz, że o tobie dużo myślałem. Nawet po koncercie moi ludzie cię szukali i nic, zaginęłaś.
- Hmm byłam na koncercie bardzo mi się podobało, ale nikt nawet mnie nie zaczepił i nie zatrzymał. – Ehh no trudno pewnie ochroniarze na prawdę nie widzieli jej w tłumie pomyślałem.- Też o tobie myślałam Slash. Zastanawiałam się, co by się stało z nami gdybym wtedy nie uciekła z twojego pokoju rano. – Spojrzała mi prosto w oczy z jakąś głęboką tęsknota… Ja nie wiedziałem jak zareagować… Pogubiłem się… Ja... Niewiele myśląc przycisnąłem swoje usta do jej delikatnych warg. Czekałem, aż Vicki odwzajemni mój pocałunek i w końcu się doczekałem. Dziewczyna rozchyliła usta i zaczęliśmy się czule całować. Nie było w tym obecnie żadnego pożądania, a jedynie jakieś niewidzialne przyciąganie. Nagle dziewczyna odsunęła się gwałtownie
- Slash my nie możemy, my się ledwo znamy… Podobasz mi się w ogóle, ale ja nie chcę wyjść na dziwkę… - Opuściła wzrok i wyraźnie posmutniała.
- Przepraszam mała. Nie powinienem cię teraz całować, ale nie mogę powiedzieć, że żałuję… - Zapadła niezręczna cisza. Nie chciałem znów stracić kontaktu z Vicki.
- Hmm może pójdziemy teraz wspólnie na obiad, co? – Zaproponowałem i od razu zarumieniłem się spuszczając oczy na chodnik. Mimo moje go wieku ciągle byłem nieśmiały i zapraszanie kobiet gdziekolwiek było dla mnie trudne.
- No możemy gdzieś pójść, bardzo chętnie. – Znowu zalotny uśmiech ze strony Vicki? Może ona nie traktuje mnie tylko jak przyjaciela i nie widzi we mnie starego faceta podchodzącego pod 50-kę, tylko potencjalnego partnera… Skarciłem za te chciwe przemyślenia. Kazałem jej tylko chwilę poczekać. Napisałem Perli wiadomość SMS, że spotkałem kolegę z zespołu, i że nie muszą na mnie czekać, a na powrót niech wezwą kierowcę, bo zabieram moje Porsche.
- Ruszyłem z Vicki W stronę mojego samochodu. Na jego widok wymsknęło jej się ciche WOW, na co zaśmiałem się pod nosem. Zacząłem z nią rozmawiać o tym jak jest się tu żyje itd., jednocześnie wybierając w myślach knajpę, do której jedziemy. Stwierdziłem, że zabiorę ją do jakiejś dobrej, żeby nie pomyślała, że jestem jakimś sknerą…  Gdy dojechaliśmy na miejsce Oczy Vicki się rozszerzyły na widok naszej restauracji „Melisse” Był to piękny elegancki lokal na Santa Monica serwujący wykwintne francuskie potrawy. Sam nie gustowałem w tak wymyślnym żarciu, ale w końcu dziś chciałem zaimponować kobiecie.
- Tuż przed wejściem dziewczyna złapała mnie niepewnie za łokieć.
- Slash, czy to jest randka? - Zapytała nieśmiało.
- Tak kochanie… - Szepnąłem i ucałowałem ją w policzek wprowadzając do lokalu.

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 5


Poprzedni był krótszy więc teraz macie rekompensatę:) Mam nadzieję, że się spodoba, ale na prawdę proszę o komentarze osoby czytające to. Ciężko mi się motywowaąć do pisania kiedy nie wiem nawet ile dokładnie osób to czyta.



Minęły już dwa tygodnie od feralnego koncertu w Polsce i spotkania niezwykłej, młodej dziewczyny. Obecnie przygotowywaliśmy się wraz z chłopakami do powrotu do Stanów, do żon kobiet czy po prostu pustych mieszkań. Oczywiście luksus powrotu na stare śmieci trwał tylko 4 dni, a potem znów zapieprz z instrumentami po scenie. Pakowaniem sprzętu muzycznego oczywiście musieli się zająć nasi techniczni, ale to nie zmieniało faktu, że upchanie swoich brudnych ubrań po pierwszej części trasty też nie było łatwym zadaniem.
- Slash, choć i usiądź na mojej walizce, bo nie mogę jej domknąć! – Wykrzyknął Todd siłując się z zamkiem ogromnego pudła. Wybuchnąłem śmiechem, gdy zobaczyłem powód nie domykania się walizy, więc nie mogłem się powstrzymać od komentarza.
- Stary jak ty chcesz to zamknąć skoro wrzuciłeś wszystko na jedną stertę i teraz masz problem. Ciekawe, co twoja panna powie jak zobaczy taki burdel…
- Nic nie powie, bo jak byś nie wiedział kurwa nie mam dziewczyny. – Chyba się na mnie obraził za ten przytyk, ale nie zwracałem na niego uwagi. Poszedłem sam spakować moje rzeczy i wyszedłem z pomieszczenia. Wszyscy wracaliśmy do LA, więc i tak spędzimy ze sobą jeszcze mnóstwo czasu w samolocie zanim się rozstaniemy na te 4dni.
Wsiadłem do limuzyny, która miała nas odwieść na lotnisko. Gdy dołączył do mnie zespól zaczęliśmy ze sobą rozmawiać śmiać się jak by nieprzyjemna sytuacja sprzed paru minut nie miała miejsca.
- Brent, kurczę ty to masz poczucie humoru! – Wybełkotał roześmiany Myles. – Musisz ten dowcip opowiedzieć kiedyś w trakcie koncertu fani będą zachwyceni!
- No okej tylko nie przesadzajmy z tymi żartami, bo niedługo będziecie mi opowiadać takie suchary jak to Duff miał w zwyczaju. –Dorzuciłem swoje trzy grosze.
- Slash nie spinaj się tak będzie zabawa.
- Się nie spinam chłopaki, ale dobrze wiecie, że co za dużo to nie zdrowo.
W końcu dotarliśmy na lotnisko. Czekał na nas nasz prywatny samolot, więc na lot nie musieliśmy czekać. Gdy tylko zasiadłem w wygodnym skórzanym fotelu złapało mnie straszne zmęczenie. Jak zza mgły słyszałem śmiechy i rozmowy chłopaków. W końcu zupełnie usnąłem.
- Ale Vicki, co ja miałem zrobić!!! Szukałem cię po koncercie, ale gdzieś zniknęłaś,  nie mogłem zostać dłużej w Polsce by cię odnaleźć.
-Slash, ja tak bardzo nie chciałam zostać wtedy sama, on… on mnie znalazł i musiałam uciekać, ale on wcale nie chciał mnie puścić… Proszę, nie idź jeszcze…
- Ćśśś… maleńka teraz już będzie dobrze nie ma nas już tamtym miejsc. Nie pozwolę żeby stało się coś złego. – Pochyliłem się nad nią przycisnąłem swoje wargi do jej wilgotnych ust. Ten pocałunek był cierpliwy i słodki. Nie wyrażał pożądania, a jedynie bardzo uzasadnioną troskę o tę dziewczynę.
Z mojego pięknego snu wyrwał mnie Myles.
-Hej stary za chwilę lądujemy w LAX zbieraj manatki.- Nie wierzyłem, że przespałem ponad 8 godzin lotu z Europy do LA. Byłem cały zlany potem przez mój sen i jednocześnie cały podekscytowany i to wcale nie faktem, że już nie długo zobaczę moją żonę i synów.
Wspólnie wysiedliśmy z samolotu. Na lotnisku na Mylesa i Brenta czekały ich kobiety, na mnie i na Todda niestety nikt. Pomyślałem, że nie warto im przeszkadzać w powitaniach, więc we dwóch szybko się ulotniliśmy z pola widzenia.
- To, co stary do zobaczenia potem. – Powiedział Todd.
- Jasna spraw za 4 dni robimy wielki powrót hehe. – Każdy z nas ruszył w swoją stronę. Zamówiłem taksówkę, którą w poł godziny dotarłem na Hollywood Hills do domu, gdzie już na wejściu dopadł mnie London.
- Tatusiu jak ja za tobą tęskniłem!!! Zawiesił mi się na szyi, a ja zaśmiałem się tylko i ucałowałem młodego w policzek.
-Teraz jestem już z wami i przez ten czas będziemy robić dużo fajowskich rzeczy. Co ty na to?
- Tak super!!! Chodźmy do Casha on tez się cieszy!!!
Z dzieckiem na rękach otworzyłem drzwi wejściowe i zobaczyłem mojego młodszego syna wraz z Perlą siedzących przy stole. Dzieciak próbował jeść kanapkę z czekoladą, ale coś mu nie szło. Gdy tylko mnie zobaczył powtórzyła się sytuacja spod bramy willi. Obaj chłopcy zaczęli żywo rozmawiać o tym gdzie chcą pojechać i co robić razem ze mną. Podszedłem do Perli, której widać, że nadąsanie przeszło już dawno temu.
- Cześć kochanie.- Nie zdążyła nić powiedzieć, bo mocno ją przytuliłem i złożyłem chciwy pocałunek na jej ustach. –Tęskniłem za tobą. - Co było tylko w połowie szczere.
- Slash ja też, ale nie przy dzieciach… - Zerknęła na chłopców stojących obok nas, obserwujących jak moje dłonie wędrują po ciele ich mamusi.
- Masz racje. – Delikatnie odsunąłem się od żony, która co trzeba jej przyznać pomimo upływu lat cały czas była dla mnie piękna i seksowna.
- To, co chłopcy idziemy za dom popływać w basenie? – Zapytałem dzieciaki.
- Tak, hurra! – Odkrzyknęli wspólnie.
- Lećcie się przygotować ja za chwilę dołączę do was. – Pobiegli w głąb domu lekko się przepychając i wesoło piszcząc. Zostałem sam na sam z Perlą.
- To, co kochanie… Teraz pobawimy się z Londonem i z Cashem, ale potem obiecaj, że razem „coś” porobimy… - Powiedziała moja kobieta.
- Oczywiście. Minęło już sporo czasu.
Do wieczora pływaliśmy całą rodziną w basenie, graliśmy w piłkę a kiedy już zrobiło się ciemno i zimno zamówiliśmy kolację. Dzieciaki zjadły Pizzę, a ja z Perlą zdecydowaliśmy się na owoce morza. Wspólnie usiedliśmy do stołu. Cashowi oczywiście trzeba było trochę pomóc z jedzeniem, bo co rusz kawałki upadały mu na spodnie, ale mi to nie przeszkadzało cieszyłem się samą obecnością mojej małej rodziny. Dochodziła już 21, więc Perla zaczęła zaganiać chłopców do spania. Udałem się sam do naszej sypialni. Na środku stało wielkie łoże pokryte świeżą, śnieżnobiałą pościelą. Chyba moja żona przygotowała się do naszego pierwszego spotkania po rozpoczęciu trasy, co mi się bardzo podobało. Na chwilę obecną Vicki wyparowała z mojej głowy. Byłem w nastanie myśleć jedynie o tym, co za chwilę nastąpi w tej sypialni. Drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich moja Perla. Usiadła obok mnie na łóżku i spojrzała prosto w oczy. Przyciągnąłem ją do siebie w talii, a dalej już wiadomo, co się wydarzyło…

 Kliknij bo fajne cd Duff




piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 4


No i mamy kolejny fragment, mam nadzieje że jest okej:)


 Po koncercie szybko zwinąłem się do garderoby. Wkrótce dołączył do mnie Myles z chłopakami. Nie chciałem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak.
- Chcecie piwo? Trzeba uczcić nasz pierwszy koncert w tym kraju!
- Jasne stary dawaj, co masz! – Powiedział wesoło Todd. Przejął ode mnie butelki i rozdał wszystkim. Myles wspomniał o swoim własnym zespole Alter Bridge i tu zaczęła się prawdziwa dyskusja.
- No dawno już nie widziałem ludzi z zespołu, nie było też prób. Zaczynają na mnie gadać, że jeżdżę z wami w trasę zamiast pisać teksty do nowych piosenek AB.
- Stary daj spokój nic wam nie będzie jak trochę od siebie odpoczniecie. Później będziesz miał więcej pomysłów dla nich po zakończeniu „Apocalyptic” – Wolałem go udobruchać. Sam nie chciałem mieć problemów z nie dyspozycyjnością wokalisty.
W pewnym monecie wyłączyłem się z rozmowy i poszedłem szukać kogoś z obsługi by dowiedzieć się, czy wyłapali Vicki przy wyjściu. Udało mi się odszukać gościa, z którym rozmawiałem o tym jeszcze przed koncertem.
- Ktoś ją widział? – Zapytałem lekko zdyszany.
- Niestety… Staliśmy przy wszystkich wyjściach przez godzinę od zakończenia show,  osoby ze zdjęcia nie widzieliśmy. Zresztą nie ma, co się dziwić był taki tłum, że nie sposób kogoś wypatrzyć.
- Kurwa czy wy nie umiecie nic zrobić dobrze!!!Jak kurwa proszę, że macie kogoś znaleźć po koncercie to ma tak kurwa być, a nie się dowiaduje, że to nie było możliwe. Kurwa… - Odszedłem szybkim krokiem z powrotem w stronę garderoby. Chłopców już nie było, pewnie poszli pakować sprzęt do ciężarówki.
- Hudson… Zbieraj się, musze podpisać ostatnie papiery i o 4 rano wyjeżdżamy dalej, wiec nie mamy za dużo czasu. – To był menadżer.
- Okej luz, już będę szedł…
Spojrzałem tępo w ścianę. Żal mi było, że już więcej nie zobaczę tej słodkiej dziewczyny. Na prawdę miło mi się spędzało z nią czas. A w sumie może dobrze się stało… Nie mogę zdradzić Pearli, bo to by się równało prawdopodobnie stracie dzieciaków, a to by była dopiero największa tragedia mojego życia. W garderobie jakimś cudem leżała moja walizka. Pewnie ktoś ją przyniósł tu dla mnie z hotelu. Nie miałem nic przeciwko temu, chociaż czasem bywa przerażający fakt, że ludzie z menadżmentu i produkcji mogą zajrzeć praktycznie w każdą szparę, każde miejsce i dokładnie sprawdzić prywatność, ale nic takie życie głupiego rockmena.
Siedziałem tak w oczekiwaniu na kogoś, kto przyjdzie po sprzęt gitarowy i moje walizki, nie wiedziałem, co ze sobą począć, już od dwudziestu minut nikt się nie pojawił. Otworzyłem jedno podło z gitarą i zacząłem coś z nudów brzdąkać. Nawet udało mi się skomponować jakąś ciekawą, prostą melodyjkę. W końcu pojawiła się obsługa trasy. Spakowałem instrument to pudła, a oni zabrali wszystko do autokaru i ciężarówki. Dochodziła 2 w nocy. Zmęczenie i smutek, że vicki była tylko bohaterką epizodyczną w moim nędznym życiu zaczęły mi doskwierać. Wziąłem szybki prysznic żeby zmyć z siebie ten cały koncert. Wszedłem szybko na moją pryczę, odkrzyknąłem chłopakom dobranoc i próbowałem zapomnieć twarz cudnej blondwłosej Vicki. Punkt 4 kierowca oznajmił odjazd, no i to był koniec marzeń dla mnie, niestety. Musiałem się skupić na dokończeniu trasy i zbliżających się dniach wolnych, kiedy to wrócę do LA do rodziny…


środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 3

Hmmm ten rozdział trochę inny, bo bez-dialogowy. Pomyślałam, że to ukarze w fajny sposób życie wewnętrzne naszego bohatera. Zapraszam:)



W nocy obudziło mnie ciepło bijące od moich pleców. Wciąż zamroczony snem przyciągnąłem do swojej klatki piersiowej ów przyjemny obiekt cieplny. Gdy trochę bardziej się rozbudziłem dotarło do mnie, że to Vicki ciasno oplata ramiona wokół mojej klatki piersiowej. Delikatnie próbowałem wyswobodzić się z jej uścisku, ale ona przylgnęła do mnie jeszcze bardziej. Nie chcąc jej budzić postanowiłem pozostać w naszej obecnej pozycji. Kurwa… Wiedziałem, że to nie stosowne, w końcu mam żonę w LA i dwójkę dzieci, a na dodatek jestem 48-letnim facetem a ona 18-latką, co mocno komplikowało sytuację.
                Czując jej drobne ciało tak blisko siebie doświadczałem skrajnych emocji. Wiedziałem, że nie powinienem czegoś takiego czuć, ale ona obudziła we mnie pokłady dotąd mi nieznanej troskliwości i opiekuńczości… Chciałem ją ocalić przed złem... Po prostu być i kochać ją… Co ty pieprzysz Slash! Nawet nie myśl o tym! Nie mogłeś się zakochać w jakiejś nastce przez jedną dobę, to jest kurwa nie możliwe!!! Sam siebie skarciłem w myślach.
                Spróbowałem wyciszyć swój umysł, co było bardzo trudne zważając na fakt, iż leżałem w jednym łóżku z atrakcyjną kobietą, ale niestety dla mnie tak bardzo niedostępną. W końcu jednak zapadłem w upragniony sen.
                Obudził mnie irytujący odgłos budzika w moim iPhonie. Była dziewiąta rano. Niechętnie podniosłem się do pozycji siedzącej. Przetarłem twarz dłonią i zorientowałem się, że coś tu nie gra. Byłem sam w pokoju wszystkie ślady obecności ślicznej dziewczyny poznanej wczoraj zniknęły. Posmutniałem, ale stwierdziłem, że to było do przewidzenia. Podniosłem się z łóżka, bo próba z chłopakami mnie wzywała. Serce zabiło o dwa uderzenia za szybko, gdy zobaczyłem mały kawałek papieru leżący na szafce koło łóżka.

Slash,
dziękuję ci bardzo za całą pomoc, jaką od ciebie otrzymałam. Na pewno już nie wrócę do tego dupka. To coś wspaniałego, że mogłam cię poznać, ale niestety wszystko, co dobre kiedyś się kończy i tak również jest w tym przypadku… Na szczęście dziś na twoim koncercie będę mogła, chociaż podziwiać z daleka twój talent. Ty mnie z pewnością nie zobaczysz w tłumie, ale ja pochłonę każdy element występu.
Vicki
PS. Zostawiam ci moje zdjęcie na pamiątkę, wyzuć albo zachowaj:)

Spojrzałem na jej buzię uśmiechającą się do obiektywu na niewielkiej fotografii. Kurczę na dodatek będzie na moim koncercie, ale nie ma szans wypatrzyć ją na widowni, żeby pogadać, podziękować jej czy coś… Nagle doznałem olśnienia; pomyślałem, że pokarzę fotkę ludziom z obsługi koncertu, a oni ją wyłapią przy wyjściu ze „Spodka”. W tym momencie ten pomysł wydawał mi się genialny, zobaczy się, jaka będzie praktyka.
                Szybko się ubrałem i poleciałem na próbę. Odegrałem to, co miałem odegrać z chłopcami, sprawdziłem moje brzmienie, co zajęło mi około 4 godziny. Następnie pobiegłem znaleźć wszystkich ludzi z ochrony i obsługi by pokazać im zdjęcie Vicki, oni patrzyli na mnie jak na wariata, ale ja to miałem głęboko tam gdzie słońce nie dochodzi, chciałem tylko osiągnąć swój cel. Mijały kolejne godziny. Kiedy wpadłem zdyszany do charakteryzatorni, by mnie jakaś starsza pani upudrowała na scenę właśnie wchodził nasz support, więc czasu było niewiele. Przebrałem się w strój sceniczny, a następnie mój techniczny wcisnął mi w ręce gitarę. Zacząłem rozgrzewać palce na razie powoli sunąc po gryfie, potem już szybciej intensywnie go pieszcząc. Mick od gitar po prosił mnie bym jeszcze raz sprawdził brzmienie tym razem na odkręconych gałkach głośności w gitarze. Gdy za kulisy doszły dźwięki krzyku uszczęśliwionych fanów serce zabiło mocniej i pojawiła się delikatna trema. Gram już ponad 20 lat na scenie, ale za każdym razem przed występem drżą mi dłonie i gardło samo się ściska ze stresu. Na szczęście to uczucie ustępuje w momencie wejścia na scenę.
Dostałem sygnał w słuchawce na uchu, że czas stanąć oko w oko z publiką. Jeszcze tylko przybiliśmy po piątce z Mylesem, Todem i Brentem.
Zgasły wszystkie światła, tłum umilkł w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Ciszę przerwał jedynie dźwięk talerzy perkusyjnych. Wiedziałem, że już pora… Przedstawienie musi się rozpocząć. Koncert otworzyliśmy z Ghost. Poczułem, że żyję zresztą jak za każdym razem, gdy gram na żywo. Tłum radośnie śpiewał razem z Mylesem i odpowiadał na zaczepki Brenta. Tego wieczoru graliśmy sporo Guns N Roses, ale też nie zapomnieliśmy o moich nowych płytach. Podczas Gotten obserwowałem młodych ludzi przytulających się do siebie i składających na swoich ustach pocałunki. Sam bym tak chciał, ale mój umysł zaprzątało poszukiwanie Vicki. Graliśmy jeszcze sporo numerów i sam odegrałem jeszcze kilka solówek.
Całość zwieńczył energiczny, pożegnalny rytm Paradise City. W górę wzbiła się chmura konfetti, a fani uszczęśliwieni łapali kolorowe papierki by zabrać trochę koncertu na pamiątkę do domu. Jeszcze tylko ukłon w stronę publiki i rozrzucenie kostek gitarowych.